Samorządy dopłacają miliony do teoretycznie państwowej służby zdrowia. Rząd zapowiada reformy, a jednocześnie rzuca koła ratunkowe… z betonu

Problemy finansowe szpitali powiatowych nie są zjawiskiem lokalnym. W ostatnich latach coraz więcej placówek w różnych częściach kraju ogranicza działalność, zawiesza i zamyka oddziały lub wprowadza programy naprawcze. Powodem są przede wszystkim rosnące koszty funkcjonowania, niedoszacowane wyceny świadczeń oraz brak pełnego pokrycia kosztów ustawowych podwyżek dla personelu medycznego.

Według dostępnych danych, zadłużenie publicznych szpitali w Polsce przekracza już ok. 30  miliardów złotych. Szpitale powiatowe są szczególnie wrażliwe na zmiany w systemie finansowania, ponieważ kontrakty z Narodowym Funduszem Zdrowia stanowią zazwyczaj blisko 100 procent ich przychodów. W praktyce oznacza to, że każda zmiana w finansowaniu świadczeń medycznych bardzo szybko odbija się na ich sytuacji finansowej.

Samorządy płaczą i płacą

Samorządy w całej Polsce coraz częściej muszą dopłacać do działalności swoich placówek. W wielu powiatach oznacza to milionowe wsparcie z lokalnych budżetów. Dyrektorzy szpitali zwracają uwagę również na problem tzw. nadwykonań, czyli świadczeń wykonanych ponad limit kontraktu. W skali kraju ich wartość sięga kilku miliardów złotych rocznie, a zapłata z NFZ za te świadczenia trafia często z wielomiesięcznym opóźnieniem.

Skutki tego kryzysu widać już w wielu placówkach. W niektórych szpitalach ograniczano planowe przyjęcia pacjentów, ponieważ przekroczono limity świadczeń lub zabrakło środków na pokrycie bieżących kosztów. W innych zawieszano działalność oddziałów z powodu braków kadrowych i problemów finansowych.

Prezes NFZ Filip Nowak w rozmowie z „Rynkiem Zdrowia” deklarował: „Do końca marca sfinansujemy wszystkie świadczenia nielimitowane w całym kraju i leki w programach lekowych”. To faktycznie udało się zrobić. Jednak w przypadku świadczeń limitowanych NFZ stosuje ostre cięcia (w rehabilitacji neurologicznej nawet 30 proc.), co – jak zauważył sam prezes – „nie pokrywa nawet kosztów poniesionych przez szpital”.

Eksperci i organizacje samorządowe ostrzegają, że bez zmian w systemie finansowania ochrony zdrowia skala problemu może się jeszcze zwiększyć. W ich ocenie niedoszacowane wyceny świadczeń medycznych oraz rosnące koszty funkcjonowania szpitali powodują, że coraz więcej placówek będzie zmuszonych ograniczać działalność lub przekształcać oddziały. Dlatego kryzys szpitali powiatowych coraz częściej staje się jednym z najważniejszych tematów w debacie o przyszłości systemu ochrony zdrowia w Polsce.

Protest szpitali powiatowych

Narastające problemy finansowe były jednym z powodów ogólnopolskiego protestu przedstawicieli szpitali powiatowych i samorządów, który odbył się 3 marca przed Ministerstwem Zdrowia w Warszawie. Organizatorzy protestu, czyli Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych oraz Związek Powiatów Polskich, alarmowali, że wiele placówek znalazło się w krytycznej sytuacji finansowej.

Prezes ZPP Andrzej Płonka podczas briefingu przed resortem powiedział wprost: – Szpitale powiatowe zamykane są nie dlatego, że zamykają je samorządy powiatowe. Zamykamy je dlatego, że zabrakło środków z NFZ. Zamyka je minister, zamyka je rząd. Doszliśmy jednak pod ścianę, stąd nasz protest. Szpitale i oddziały są zamykane, bo ich finansowanie jest niewystarczające (…) Musi się premier zainteresować tym, co dzieje się w służbie zdrowia – mówił wieloletni samorządowiec z Bielska – Białej.

Dyrektorzy szpitali i samorządowcy domagali się przede wszystkim zapłaty za wszystkie świadczenia wykonane w 2025 roku, stabilnego finansowania systemu oraz pokrycia kosztów ustawowych podwyżek wynagrodzeń dla personelu medycznego z budżetu państwa. Samorządy podkreślały również, że coraz większy ciężar utrzymania szpitali spada właśnie na powiaty, miasta i województwa. To one muszą finansować inwestycje, a także pośrednio pokrywać część strat placówek i zapewniać im płynność finansową.

Nikłe zainteresowanie decydentów pikietą (minister zdrowia nie spotkała się z protestującymi) spowodowało, że w połowie kwietnia około 100 z 230 placówek zrzeszonych w Ogólnopolskim Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, zorganizowało Czarny Protest. Jego organizatorzy podkreślali, że źródłem kryzysu nie są błędy dyrektorów szpitali czy starostw powiatowych, ale decyzje centralne: sposób wyceny świadczeń, zasady kontraktowania, regulacje płacowe oraz nakładanie nowych obowiązków bez zabezpieczenia finansowania.

Przedstawiciele organizacji przypomnieli, że samorządy powiatowe nie mogą być dłużej buforem systemowym. Od miesięcy finansują straty szpitali kosztem innych zadań publicznych, nie mając wpływu na decyzje, które te straty generują. Model ten jest niesprawiedliwy i długofalowo niemożliwy do utrzymania. Jego konsekwencje są za to odczuwalne dla pacjentów poprzez ograniczenie dostępności świadczeń, wydłużające się kolejki, zamykanie oddziałów i pogłębiające się problemy kadrowe.

Nowoczesne szpitale i co z tego

Problemy systemowe widać najlepiej na przykładzie powiatu radomskiego. W ostatnich latach władze powiatu przeprowadziły jeden z największych programów inwestycyjnych w historii ochrony zdrowia w regionie radomskim. W szpitalu Iłży zmodernizowano trzy oddziały i blok operacyjny wraz z nowoczesnym sprzętem medycznym. W Pionkach zbudowano w trzy lata od podstaw nowoczesny szpital, wyposażony m.in. w rezonans magnetyczny i tomograf komputerowy. Łączna wartość inwestycji w obu placówkach to prawie 150 milionów złotych. Dzięki temu pacjenci korzystają dziś z nowoczesnej infrastruktury i lepszych warunków leczenia.

Rezonans magnetyczny o wartości 5 milionów złotych, pozyskany bezpłatnie dla szpitala stał się zresztą jednym z wielu problemów placówki. Chociaż montaż urządzenia był uzgodniony z NFZ i jeszcze do jesieni 2023 roku sprawa przyznania kontraktu na badania była niemalże przesądzona, po zmianie rządu okazało się, że nie ma na to pieniędzy. Ponieważ rezonans został przekazany z tzw. rezerw strategicznych, nie można wykonywać nim badań odpłatnie czy wprost komercyjnych. Utrzymanie go w gotowości (musi być stale włączony do prądu) kosztuje szpital ponad 100 tysięcy złotych rocznie. W ten sposób nowoczesny sprzęt stoi, a pacjenci czekają na diagnostykę w innych placówkach. To sytuacja, którą trudno zaakceptować i która była wielokrotnie przez poruszana w wielu pismach oraz bezpośrednich rozmowach w NFZ.

Oba szpitale powiatowe zwiększają skalę działalności i przyjmują coraz więcej pacjentów, ale paradoksalnie przez to ich koszty funkcjonowania rosną szybciej niż przychody z kontraktów z Narodowego Funduszu Zdrowia. Coraz wyższe są wydatki na energię, materiały medyczne i wynagrodzenia personelu. W efekcie przychody z kontraktów nie nadążają za kosztami  i pojawia się dziura w budżecie, średnio 1-1,8 miliona złotych miesięcznie.

Samorząd powiatowy od kilku lat udzielał szpitalom pożyczek, pozwalających utrzymać ich płynność finansową. Ich łączna wartość przekroczyła 30 milionów złotych. Część zobowiązań została w kolejnych latach umorzona, aby poprawić sytuację placówek. Dzięki temu szpitale w Iłży i Pionkach nadal funkcjonują i zapewniają mieszkańcom dostęp do podstawowej opieki zdrowotnej blisko miejsca zamieszkania. Pytanie tylko na jak długo?

Gdzie czarodziejska różdżka?

Jeszcze w kampanii wyborczej do parlamentu w 2023 roku Izabela Leszczyna, która objęła później resort zdrowia, przekonywała, że po objęciu władzy przez Platformę Obywatelską, wszelkie kłopoty służby zdrowia zostaną uzdrowione „czarodziejską różdżką”. Ona sama jeszcze w 2024 roku mówiła tak: „Czarodziejska różdżka zadziałała. Mamy odblokowane miliardy euro z Europy”. Jeśli przyjąć, że te miliardy to środki w ramach Krajowego Planu Odbudowy (KPO) na ochronę zdrowia, to faktycznie blisko 18 miliardów złotych przeznaczono na modernizację infrastruktury, zakupy sprzętu, cyfryzację oraz rozwój sieci onkologicznej, kardiologicznej i opieki długoterminowej. Dominującą grupę beneficjentów stanowiła publiczna służba zdrowia, ale najwięcej środków otrzymały szpitale wojewódzkie, uniwersyteckie, instytuty i centra onkologii lub kardiologii (państwowe lub samorządowe), a tylko bardzo niewielką część szpitale powiatowe.

Większość z tych ostatnich musiała obejść się smakiem, a w sierpniu 2025 roku wybuchł skandal wokół konkursu KPO na rozwój geriatrii i opieki długoterminowej w szpitalach powiatowych (wartość ok. 1,5 mld zł) – jedynego dużego naboru dedykowanego właśnie tym placówkom. Dyrektorzy i samorządowcy oskarżali Ministerstwo Zdrowia o „ustawianie” i „mapowanie zwycięzców”: kryteria punktowe dawały na starcie punkty szpitalom z 8 wybranych województw, co decydowało o prawie wszystkich dotacjach, a reszta kraju nie dostała nic. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie orzekł w lipcu i sierpniu 2025 r., że konkurs był „stronniczy, nierzetelny, nieprzejrzysty” i naruszał zasady równego traktowania. Dyrektor Mariusz Trojanowski z Aleksandrowa Kujawskiego stwierdził wprost: „To nie był konkurs, tylko pseudokonkurs. Zostaliśmy oszukani: najpierw typuje się zwycięzców, a potem dostosowuje pod nich zasady”.

Reforma jak Yeti

Koalicyjny rząd Donalda Tuska od początku zapowiadał reformę systemu szpitali. Wśród proponowanych zmian pojawiały się m.in. reorganizacja sieci szpitali, zmiana profilu niektórych oddziałów czy łączenie placówek, a także koncentracja porodówek w większych miastach. Temat ucichł przed wyborami samorządowymi, a potem ucichł ponownie przed elekcją do europarlamentu i… ta cisza krzyczy do dziś. Można powiedzieć, że jest jak mityczny Yeti – niby istnieje, ale nikt go nie widział.

Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda pracuje od dłuższego czasu nad nową reformą, która ma doprowadzić do lepszego wykorzystania zasobów systemu oraz dostosowania liczby oddziałów do realnych potrzeb demograficznych i kadrowych. Resort zapowiada wsparcie finansowe dla szpitali, które będą likwidować lub przekształcać oddziały (niektórzy samorządowcy nazywają to wprost „kołem ratunkowym z betonu”), a także dodatkowe wsparcie poprzez programy modernizacji infrastruktury i dodatkowe środki z Funduszu Medycznego. Jednocześnie Narodowy Fundusz Zdrowia, który w teorii jest narzędziem rządu do prowadzenia polityki zdrowotnej państwa, ma w budżecie dziurę, szacowaną na ok. 23 miliardy złotych. Trudno zatem spodziewać się działania jakiejkolwiek różdżki.

Samorządowcy obawiają się więc, że nie uda im się utrzymać mniejszych jedno, dwu-oddziałowych placówek w siedzibach miast powiatowych. Zwracają uwagę, że decyzje o przekształcaniu oddziałów lub reorganizacji placówek będą podejmować ich organy tworzące, czyli samorządy powiatowe. I w razie czego będzie to wina starostów i radnych, a nie rządu.

Marcin Genca

Rozumiem emocje, które towarzyszą dyrektorom szpitali i samorządowcom. Nie boję się protestów. To część dialogu. Oczywiście wolałabym, żeby ich nie było. Preferuję dialog, który prowadzimy w Ministerstwie Zdrowia z różnymi interesariuszami. Procesy konsolidacyjne, które mają zachęcić podmioty do wspólnego planowania świadczeń zdrowotnych w regionach, to kierunek zmian wyczekiwany przez pacjentów i samorządowców. Ostatnie miesiące poświęciliśmy na rozmowy i konsultacje z marszałkami województw, starostami oraz dyrektorami szpitali, aby lepiej poznać ich potrzeby. Dzięki temu możemy oferować wsparcie w sposób przemyślany, tak, by w systemie zapanowała logika świadczeń dopasowanych do demografii i realnych potrzeb pacjentów w regionach.

Jolanta Sobierańska-Grenda

Minister zdrowia

Starostowie nie zarządzają szpitalami, powiaty są wprawdzie właścicielami ich budynków i wyposażenia, a więc remontują i przebudowują oddziały, kupują niezbędny sprzęt – i na tym rola samorządu się kończy. To państwo, czyli rząd poprzez NFZ jest odpowiedzialne za bieżące finansowanie placówek, tj. zapłatę za zaplanowane i wykonane wizyty, badania, zabiegi i operacje. Dodatkowo z budżetu NFZ wypłacane są pensje dla personelu placówek ochrony zdrowia. Marszałek, prezydent czy starosta, jako właściciele szpitali, nie mają żadnego wpływu na wyceny NFZ oraz stawki wypłat. Tymczasem koszty działalności szpitali rosną, a maleją wyceny, jakie NFZ płaci za wykonane procedury medyczne, w dodatku płaci z rocznym opóźnieniem i na raty. Wpływy z NFZ nie pokrywają więc realnych kosztów szpitala, a nawet wypłaty pensji dla pracowników. Obecnie NFZ szuka oszczędności w systemie, więc obcina finansowanie diagnostyki i specjalistyki, co oznacza, że kolejki do badań i lekarzy jeszcze bardziej się wydłużą.

Waldemar Trelka

starosta radomski

Znikające Porodówki

Szczególnie widoczny jest problem oddziałów położniczych. W ostatnich latach z mapy Polski zniknęło kilkadziesiąt porodówek. W wielu regionach kraju oznacza to, że kobiety w ciąży muszą dojeżdżać do najbliższego oddziału nawet kilkadziesiąt kilometrów. Wszystko zaczęło się jeszcze w 2024 roku od ogłoszenia planowanej reformy szpitalnictwa przez minister zdrowia Izabelę Leszczynę (która pełniła tę funkcję do lipca 2025 roku), kiedy rozważano wprowadzenie wymogu minimum 400 porodów rocznie jako warunku utrzymania oddziału w sieci szpitali.

Było to impulsem do zamykania lub przekształceń oddziałów. Tak stało się w powiecie radomskim, gdzie liczba porodów w dwóch szpitalach oscylowała wokół 100 rocznie, a porodówki generowały straty finansowe. Kilka miesięcy później ministerstwo oficjalnie wycofało się ze sztywnego progu liczbowego, a o losach poszczególnych oddziałów mają decydować specjalne zespoły przy wojewodach. Mimo tego proces zamykania porodówek postępuje, tylko w styczniu 2026 roku z prowadzenia takich oddziałów zrezygnowało 18 szpitali, a w ciągu ostatnich 15 lat liczba porodówek w Polsce spadła z 406 do około 266.

Powiatowe czyli kluczowe

Dla mieszkańców mniejszych miast i powiatów szpitale powiatowe są podstawą bezpieczeństwa zdrowotnego. To właśnie tam trafiają pacjenci wymagający pilnej pomocy medycznej, diagnostyki czy hospitalizacji. Dlatego samorządy podkreślają, że przyszłość tych placówek powinna być jednym z najważniejszych tematów w debacie o reformie systemu ochrony zdrowia. Bez realnego zwiększenia finansowania świadczeń medycznych i stabilnego systemu rozliczeń z Narodowym Funduszem Zdrowia sytuacja wielu szpitali powiatowych w Polsce może się dalej pogarszać. A to oznacza, że ciężar utrzymania systemu ochrony zdrowia nadal będzie w dużej mierze spoczywał na samorządach.