Obciążone sieci wodociągowe w wielu gminach, coraz niższy poziom wód gruntowych i wysychające rzeki. Czy w naszym regionie zacznie brakować wody?

Jak podkreślają specjaliści, walka z suszą zaczyna się nie tylko na poziomie państwa czy samorządu, ale również w każdym gospodarstwie domowym. Każdy litr zatrzymanej deszczówki i każda oszczędzona kropla wody pomagają ograniczać skutki problemu, który z roku na rok staje się coraz bardziej widoczny także w naszym regionie.

Na ten temat zwrócił uwagę jeden z mieszkańców powiatu radomskiego. Jak zauważył, wystarczy w ciepły czerwcowy wieczór przejechać się po wielu miejscowościach, aby zobaczyć jak zużywane są hektolitry wody. Na wielu posesjach pracują zraszacze, podlewane są trawniki i ogrody, a przy domach napełniane są baseny. 

„Przecież podlewam ze swojej studni, a nie z wodociągu” – takie argumenty można często usłyszeć podczas rozmów o oszczędzaniu wody. Tymczasem eksperci alarmują, że problem suszy jest znacznie poważniejszy niż tylko ryzyko spadku ciśnienia w sieci wodociągowej. Efekt jest jednak podobny – coraz więcej wody trafia na powierzchnię w czasie, gdy przyroda ma coraz większy problem z jej uzupełnianiem. Problem dotyczy całego środowiska wodnego, czyli rzek, mokradeł, wód gruntowych i przydomowych studni.

Jak podkreślają eksperci, nawet jeśli ktoś korzysta wyłącznie z własnej studni, nie oznacza to, że jego działania pozostają bez wpływu na środowisko. Woda pobierana ze studni pochodzi z tych samych zasobów podziemnych, które zasilają lokalne źródła, cieki wodne i ekosystemy. Intensywne podlewanie ogrodów czy napełnianie basenów podczas długotrwałej suszy może przyczyniać się do dalszego obniżania poziomu wód gruntowych.

Woda nie do wszystkiego

Nie są to jedynie teoretyczne rozważania. Włodarze miast i gmin z regionu wydają właśnie komunikaty, zakazujące wykorzystywania wody z samorządowej sieci wodociągowej do podlewania ogrodów, trawników, upraw rolnych, mycia pojazdów czy napełniania basenów. Powodem jest utrzymująca się susza oraz konieczność zapewnienia odpowiednich dostaw wody do celów bytowych i przeciwpożarowych. Podobne apele pojawiają się w wielu gminach Polski. Samorządy coraz częściej przypominają, że w okresach wysokich temperatur stacje uzdatniania wody i sieci wodociągowe pracują na granicy swoich możliwości. Jednak problem sięga znacznie głębiej.

Suchą szosą szedł…

Hydrolodzy zwracają uwagę, że Polska od kilku lat zmaga się nie tylko z suszą rolniczą czy hydrologiczną, ale również z suszą hydrogeologiczną, czyli obniżaniem poziomu wód podziemnych. To właśnie z tych zasobów korzystają zarówno wodociągi, jak i tysiące przydomowych studni.

– Problemy z suszą hydrologiczną pojawiają się praktycznie co roku – podkreśla dr Sebastian Szklarek, hydrolog i popularyzator wiedzy o gospodarce wodnej.

Sytuację pogarsza zmieniający się klimat. Zimy są coraz mniej śnieżne, a opady coraz częściej mają charakter gwałtownych ulew. Paradoksalnie nie poprawia to bilansu wodnego. Wysuszona ziemia nie jest w stanie szybko przyjąć dużej ilości wody, dlatego znaczna jej część spływa do rzek, zamiast zasilać wody gruntowe.

Niskie stany wód

W ostatnich latach hydrolodzy wielokrotnie ostrzegali przed bardzo niskimi stanami wód na rzekach Mazowsza, w tym na Radomce. Coraz częściej pojawiają się również ostrzeżenia dotyczące poziomu wód podziemnych. Problem nie polega więc wyłącznie na tym, czy w kranie będzie płynęła woda. Chodzi o to, czy natura nadąży z odbudową zasobów, które zużywamy coraz szybciej.

Coraz więcej naukowców zwraca uwagę, że największym problemem nie jest jednorazowy brak opadów, ale wieloletni deficyt wodny. Polska znajduje się w stanie permanentnej suszy już od ponad dekady. W latach suchych ilość wody przypadająca na jednego mieszkańca spada do poziomu uznawanego za granicę ubóstwa wodnego.

– Suszę mamy permanentnie od 2013 roku, od tego czasu jesteśmy w deficycie wodnym, który się niezmiennie pogłębia – alarmuje prof. Iwona Wagner z Katedry UNESCO Ekohydrologii i Ekologii Stosowanej Uniwersytetu Łódzkiego.

Dla mieszkańców regionu jest to sygnał, że oszczędzanie wody przestaje być sezonową modą czy ekologicznym hasłem. Staje się koniecznością.

W ostatnich dniach obserwujemy gwałtowny, zupełnie niespotykany dotąd wzrost jej zużycia. Niepokojące są również przypadki zerwania plomb na hydrantach oraz poboru wody w sposób nieuprawniony, szczególnie napełnianie małych sadzawek i oczek wodnych… Musimy pamiętać, że podstawowym zadaniem gminnego wodociągu jest zapewnienie mieszkańcom dostępu do wody pitnej oraz zabezpieczenie przeciwpożarowe. Woda z sieci nie jest przeznaczona do masowego napełniania basenów, podlewania upraw czy innych działań powodujących nadmierne zużycie. Przed nami kolejne dni wysokich temperatur, a poziom wód podziemnych systematycznie się obniża. Jeśli nie będziemy korzystać z wody odpowiedzialnie, możemy doprowadzić do sytuacji, której wszyscy chcielibyśmy uniknąć.

Krzysztof Sobczak

wójt gminy Wieniawa

Co nas czeka? Prognozy dla polski na najbliższe 10 lat

Naukowcy przewidują, że w najbliższej dekadzie problem niedoboru wody będzie się pogłębiał.

• Zimy będą coraz częściej bezśnieżne, co ograniczy naturalne zasilanie rzek i wód gruntowych.

• Wzrośnie liczba dni upalnych i długich okresów bez opadów.

• Coraz częściej będą występowały gwałtowne ulewy, które nie poprawiają znacząco stanu wód podziemnych.

• W wielu regionach kraju może dochodzić do częstszych ograniczeń w korzystaniu z wody.

• Rosnąć będzie znaczenie retencji, magazynowania deszczówki oraz ochrony mokradeł.

Mokradła – zapomniany magazyn wody

Kiedy mówi się o walce z suszą, najczęściej pojawiają się pomysły budowy nowych zbiorników retencyjnych. Tymczasem przyrodnicy przypominają, że przez dziesięciolecia Polska zniszczyła ogromną część naturalnych magazynów wody. Mokradła, torfowiska i podmokłe łąki zajmują dziś około 18 proc. powierzchni kraju, ale co najmniej 85 proc. z nich zostało osuszonych lub silnie przekształconych. To jeden z najgorszych wyników w Europie. Eksperci szacują, że degradacja mokradeł oznacza utratę około 5,4 mld m³ naturalnej retencji rocznie. Różnica między mokradłem a sztucznym zbiornikiem jest ogromna. Mokradło działa jak wielka gąbka:  zatrzymuje wodę po opadach, zasila wody gruntowe i oddaje ją stopniowo podczas suszy. Zbiornik retencyjny magazynuje wodę, ale część zasobów traci przez parowanie.

Państwo dopłaca do zatrzymywania wody

Jednym z najważniejszych programów realizowanych w ostatnich latach był uruchomiony za rządów Prawa i Sprawiedliwości program „Moja Woda”. W latach 2020–2024 właściciele domów jednorodzinnych mogli uzyskać dotacje na zbiorniki na deszczówkę, systemy rozsączające, ogrody deszczowe i inne rozwiązania małej retencji. W ostatniej edycji wsparcie wynosiło do 6 tys. zł. Program cieszył się ogromnym zainteresowaniem, a jego budżet był wyczerpywany w bardzo krótkim czasie. Po zmianie rządu program nie został od razu wznowiony. Obecnie Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej uruchamia nowy program „Mikroretencja”, finansowany ze środków europejskich. Od czerwca 2026 roku mieszkańcy będą mogli ubiegać się o dotacje sięgające nawet 8 tys. zł na instalacje zatrzymujące i wykorzystujące wodę deszczową.

5 sposobów na oszczędzanie wody

1. Zbieraj deszczówkę do podlewania ogrodu.

2. Podlewaj rośliny rano lub wieczorem, gdy parowanie jest najmniejsze.

3. Ogranicz podlewanie trawników – znacznie ważniejsze są drzewa i rośliny użytkowe.

4. Wybieraj prysznic zamiast kąpieli w wannie.

5. Naprawiaj cieknące krany i spłuczki – nawet niewielkie nieszczelności mogą oznaczać stratę tysięcy litrów wody rocznie.