Czy jesteśmy bezpieczni? – takie pytanie coraz częściej zadają sobie mieszkańcy regionów przygranicznych z Niemcami. Od miesięcy trwa cicha, ale narastająca presja migracyjna na zachodniej granicy. Choć uwaga mediów od lat skupia się na granicy wschodniej, to właśnie tutaj – między Zgorzelcem a Słubicami – pojawiają się pytania o naszą suwerenność, bezpieczeństwo i prawdziwe oblicze sąsiadów zza Odry.
Od 6 lipca Polska wprowadziła tymczasowe kontrole graniczne na granicy z Niemcami i Litwą – na razie do 5 sierpnia. MSWiA nie owija w bawełnę: chodzi o przeciwdziałanie nielegalnemu przewozowi migrantów, głównie samochodami i busami. Kontrole obejmują 52 przejścia graniczne, z czego 16 to punkty stałe. Była to odpowiedź na działania niemieckiego rządu, który już w październiku 2023 roku jednostronnie przywrócił kontrole graniczne. Niemieccy politycy poszli jednak krok dalej – zaczęli mówić, że niemal każdy nielegalny migrant trafia do nich przez Polskę.
Plaga fałszywych dzieci
Funkcjonariusze Straży Granicznej mówią wprost, że coraz więcej migrantów przyłapanych na granicy nie ma żadnych dokumentów. Kiedy pada pytanie o wiek, niemal zawsze odpowiedź brzmi: „mam 17 lat”. Dlaczego? Bo system azylowy dla nieletnich działa inaczej – bezpieczniej, łagodniej, bardziej gościnnie. Problem w tym, że nikt nie jest w stanie w prosty sposób tego zweryfikować. A testy medyczne są kosztowne, czasochłonne i niejednoznaczne. Efekt? Dorośli mężczyźni deklarują się jako dzieci, a służby często muszą ich traktować jak niepełnoletnich.
Niemcy zawracają
Tylko w okresie od stycznia 2024 r. do czerwca 2025 r. Niemcy zawrócili z granicy z Polską 12 874 osoby – są to ich oficjalne dane. Do tego dochodzi 1153 migrantów przekazanych w ramach tzw. procedur dublińskich i readmisyjnych. W maju i czerwcu było to ok. 1000 zawróconych migrantów miesięcznie. Niemcy coraz częściej próbują odsyłać migrantów np. do Austrii, ale tamtejsze służby oficjalnie odmówiły ich przyjęcia, tłumacząc, że nie zostali zarejestrowani na ich terytorium. Podobnie postąpiły władze Włoch. Według opozycji, w Polsce było ciche przyzwolenie władz na przewożenie migrantów przez granicę. O skali problemu świadczą jednak nie tylko liczby, ale również emocje.
Kto kogo zapraszał
W niemieckich mediach pojawiają się komentarze, że migranci „przemykają przez polską granicę” i „Polska nie kontroluje swojego odcinka granicy zewnętrznej UE”. Dla wielu Polaków brzmi to jak zarzut niesprawiedliwy i… bezczelny. Patrząc na 10 ostatnich lat – to nie polski premier w 2015 roku zapraszał migrantów z Afryki do Europy, tylko ówczesna kanclerz Niemiec Angela Merkel. To nie Polska kusiła migrantów zasiłkami, luksusowymi ośrodkami i liberalną polityką azylową, tylko Niemcy. Polska bardzo rzadko pełniła również rolę bramy do Niemiec, bo główny szlak przemytników ludzi prowadził przez kraje bałkańskie, Węgry i Austrię.
Obywatele na granicy
W ostatnich tygodniach na pograniczu pojawiły się grupy społeczne, m.in. Ruch Obrony Granic, którego twarzą jest znany prawicowy aktywista Robert Bąkiewicz. Ich główny cel – patrzeć służbom na ręce, reagować na próby przerzutu nielegalnych migrantów z Niemiec oraz dokumentowanie działań niemieckiej policji, która – co potwierdza wiele nagrań – systemowo ich podrzuca do Polski.
Przedstawiciele ROG publikowali w sieci filmy i zdjęcia, będące dowodem na to, że – ich zdaniem – niemiecka policja podrzuca migrantów czy używa dronów nad terytorium Polski, zaś drony obywateli polskich są przez nią zakłócane lub podejmowane są próby ich strącania. Ostatnio rząd wprowadził więc… zakaz latania dronami nad pograniczem, nawet jeśli należą one do dziennikarzy czy aktywistów. Policja może skonfiskować sprzęt, a jego właścicielom grozi grzywna. Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił przy tym uwagę na znaczne ograniczenie wolności obywatelskiej, ale zakaz i tak obowiązuje.
Dotychczas, zgodnie z polskim prawem, można legalnie filmować działania służb, pod warunkiem, że nie zakłóca to ich pracy. Od kwietnia 2025 roku obowiązuje zakaz fotografowania infrastruktury krytycznej, a teraz rząd uznał za taką również… przejścia graniczne. Wszystko to znacznie utrudni dokumentowanie działań po obu stronach granicy.
Bezpieczeństwo czy propaganda
Granica zachodnia to dziś nie tylko miejsce kontroli i dokumentów. To strefa napięcia politycznego, medialnej manipulacji i społecznych emocji. Politycy Prawa i Sprawiedliwości, jak np. Przemysław Czarnek chwalą akcję ROG, twierdząc, że to działania wolontariuszy zmobilizowały państwo do wprowadzenia realnych kontroli na granicy. Podkreślał, że ROG nie jest formalnie kontrolowany przez PiS, choć ma sympatyków w szeregach partii. Prezes Jarosław Kaczyński podczas wizyty na pograniczu, określił ROG jako „fenomen nowy i bardzo ważny”, sugerując, że ruch obywatelski wypełnia lukę w dotychczasowej polityce rządu.
O tym, jak bardzo skuteczne okazały się te działania może świadczyć ostra reakcja rządu. Premier Donald Tusk mówił wprost, że „bojówki” nie będą zastępować służb państwowych. Wtórował mu Tomasz Siemoniak, szef MSWiA, który stwierdził, że działania ROG „opierają się na nieprawdziwych informacjach i budowaniu emocji”, wzywając do wspierania pracy Straży Granicznej, a nie prowadzenia nieformalnych patroli. Podkreślał, że ROG przekracza swoje kompetencje, a państwo ma niezawodny aparat do ochrony granic.
Ostatnio Platforma Obywatelska przygotowała spoty w mediach społecznościowych, w których potępia zachowania niektórych obrońców granic, określając ich narrację jako nacjonalistyczną, homofobiczną i wulgarną. Z kolei Amnesty International, międzynarodowa organizacja, broniąca praw człowieka uznała działania patroli obywatelskich za niebezpieczne i potencjalnie eskalujące konflikt, apelując o zdecydowaną interwencję państwa. Interwencję – dodajmy – nie wobec kontrowersyjnych działań sąsiadów zza Odry, ale wobec polskich obywateli, którzy patrzą im na ręce.
Skala nielegalnej migracji do Europy
Według danych Frontexu, w 2024 r. odnotowano ponad 239 000 nielegalnych przekroczeń – to spadek o 38 % w porównaniu z 2023 i najniższy poziom od 2021. W 2023 r. natomiast było to ok. 386 000, a w 2022 – ok. 388 000. Migracja przez Morze Śródziemne – z danych UNHCR wynika, że w 2022 r. przybyło tak 160 070 osób, w 2023 r. 270 700 osób, a w 2024 r. – 199 400 osób przybyłych do Grecji, Włoch, Hiszpanii, Cypru i Malty. W I kwartale 2025 Unia Europejska wydała 123 905 nakazów opuszczenia, skutecznie przeprowadzono 28 475 deportacji.